|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Deja vu
"Why does it always rain on me ?" śpiewał Travis. Ostatnio zły los coś mnie nie oszczędza. Sportowi bogowie gniewają się na mnie już dobrych parę lat (niestety w pozostałych dziedzinach mojego życia też ostatnio nie wygląda to wcale lepiej). Ci, którzy czytają dłużej mojego pojawiającego się i znikającego bloga wiedzą, że od dziecka jestem fanem jednej z dwóch najlepszych drużyn piłkarskich w Hiszpanii, akurat nie tej, której nazwa zaczyna się na "B". Nie muszę zatem chyba nikomu tłumaczyć jak ciężkie chwile przeżywam przez ostanich parę lat. W NFL Patriots również od lat najdelikatniej mówiąc mnie nie rozpieszczają. Ale co tam, przecież prawdziwy kibic wszystko wybacza i mimo, że kilkanaście razy powtarza, że już ostatni raz, że już więcej nie przyjdzie na ich mecz, nie włączy telewizora, zawsze jest tak samo. Siedziałem wczoraj przed TV w koszulce z numerem 12, którą kupiłem sobie przy okazji wizyty Patriots na Wembley od godziny 16.00. Nawet przez chwilę zastanawiałem się czy to mam sens skoro oglądam mecz sam (moi znajomi jakoś nie złapali futbolowego bakcyla, a przynajmniej nie na tyle, żeby zarwać z powodu "jakiegoś tam" Super Bowl noc z niedzieli na poniedziałek), ale uznałem, że kibicuję Pats sam dla siebie, nie na pokaz, więc koszulka została. Nie zważając na to, że o 8 rano musiałem być w biurze, wytrzymałem do samego końca, do 4 rano. I co ? I znowu to samo! Przed meczem wydawało się, że mamy najlepszego trenera w lidze, geniusza, z którym niewielu trenerów w historii NFL może się równać, mamy quarterbacka, który gdyby od 7 lat nie wybiegł ani razu na boisko i tak miałby zapewnione miejsce w Hall of Fame. Quarterbacka, któremu brakuje kropki nad i, żeby udowodnić, że to on, a nie tam jakiś Manning, Brees, Rodgers czy Roethlisberger jest najlepszym QB ostatnich kilkunastu lat. I co ? I po raz drugi z rzędu w Super Bowl ogrywa nas Tom Coughlin, który średnio kilka razy w sezonie jest na wylocie z Giants. Brady'ego ogrywa młodszy brat wyżej wymienionego Manninga, który to starszy brat ewentualnie może konkurować z naszym Tomem o miano największego QB naszych czasów. Mamy kolejne zagranie ala David Tyree, tym razem Manningham złapał w nieprawdopodobny sposób podanie Manninga z dwoma zawodnikami Pats na plecach, mając 5 cm miejsca do linii bocznej. Mamy nieprawdopodobne nie złapane podania Brady'ego, w tym kluczowe dla losów spotkania przez Wesa Welkera. Co gorsza to podanie oraz co najmniej dwa nie złapane przez Brancha to jak dla mnie błędy Brady'ego. Mamy interception Blackburna, które również nie musiało się wydarzyć, Brady mógl po prostu wywalić piłkę w aut. Mamy Gronkowskiego, niespodziewanego bohatera tego sezonu, który według zapowiedzi miał być zdrowy w 100%, wydaję mi się, że był zdrowy może w 40. Może w pełnej dyspozycji fizycznej "dofrunąłby" do odbitego w endzone Giants Hail Mary ? A z pewnością dałby Pats znacznie więcej w ofensywie. Nasz trener nie wybiera piłki mimo wygranego coin toss, dzięki czemu Brady siedzi na ławce przez pierwsze ponad 10 minut efektywnego czasu gry, czyli jakieś pół godziny, mimo, że wszyscy eksperci w studio, również byli QB, którzy grali w SB mówili, że woleliby zaczynać, bo najgorsze jest to czekanie na wejście w mecz, na pierwsze dobre podanie. Brady, gdy w końcu wszedł, był tak "zamrożony" siedzeniem na ławce, że już w pierwszej akcji zdobył 2 punkty ... dla Giants. Bill Belichick marnuje kluczowy jak się później okazuje time out przy okazji niesamowitej akcji Mannighama, mimo, że stał od niego w momencie złapania tej piłki pół metra! Ponadto, może się mylę, nie mam analitycznego umysłu i kilkunastu schematów w głowie pod tytułem "what if ?", ale jeżeli już wiadomo było, że Giants będą grali do końca na field goal i nie bardzo są szanse, żeby ich zatrzymać, to czy nie można było wpuścić Giants do endzone np. pół minuty albo/i jeden time out wcześniej ? Zdziwiło mnie bardzo i wydało się podejrzane, że większość ekspertów ze studia ESPN NFL Countdown postawiło na Giants (Ditka, Carter, Keyshawn i T. Jackson) - powinienem już wtedy przewidywać, że chłopaki jednaj chyba trochę się znają na tym sporcie. Pomyslałem, że pewnie nie lubią BB, albo zazdroszczą Brady'emu żony, albo jedno i drugie. A jednak nie, jednak mieli rację, potrafili w przeciwieństwie do mnie na chłodno ocenić potencjał obu drużyn, mocne i słabe strony, poszczególne matchups jakie szykują się w trakcie meczu i aktualną formę obu ekip, na podstawie ostatnich pojedynków. I co teraz? Pozostaje jak zwykle czekać z nadzieją na kolejny sezon, mamy przecież najlepszego trenera i quarterbacka. Jeden z moich stałych czytelników o wiele mówiącym nicku Foxboro napisał w komentarzu, rozwijając moje porównanie, że teraz to jest tak jakby ten facet wrócił i "uwiódł" jeszcze naszą córkę! No cóż... Oczywiście gratulacje dla New York Giants i wszystkich fanów Giants, chapeau bas dla Toma Coughlina, Eli Manninga i reszty ekipy. Jak ochłonę i znajdę siły, żeby obejrzeć jeszcze raz mecz, to postaram się na spokojnie przeanalizować SB XLVI już pod względem czysto sportowym. poniedziałek, 06 lutego 2012, bartman7
TrackBack
Komentarze
2012/02/06 20:02:48
No, ja w przeciwieństwie do autora jestem fanem Gigantów, także po raz kolejny w meczu z Pats mnie nie zawiedli i szczęśliwy poszedłem spać :) Jak to zwykle bywa, geniusz rozgrywających uwydatnił się w tym meczu, z tym, że Brady ma niestety słabszych reciverów niż Manning. Świetne podania Brady'ego naprawdę mnie zmartwiły, bo przecież z taką ofensywą łatwo sobie poradzić nie da. No, ale ten pan na M., Eli Manning Bruner, zapamiętaj, bo to jeden z najlepszych rozgrywających w lidze i mimo powszechnego uwielbienia jego brata Peytona, wciąż bardziej przekonuje mnie jego gra. Decydująca zagrywka- Manning do Manninghama. Po prostu ideał! Go Big Blue!
Gość: Tom, 031011212143.warszawa.vectranet.pl
2012/02/06 20:21:28
Co do oglądania w samotności- tez oglądałem sam, a dziś dowiedziałem się, że baaardzo fajna koleżanka też lubi SB obejrzeć, może za rok się uda razem :)
Gość: Burner, abj119.internetdsl.tpnet.pl
2012/02/08 11:53:45
Źle mnie zrozumiałeś - Manninga rzecz jasna znam, nie znam za to tego pana, który podanie odebrał, zapamiętałem tylko że jest na M - Manningham, teraz będę pamiętał (a na pewno początek nazwiska hehe) :)
Swoją drogą Eli teraz rządzi w rodzinie... PS. Burner, a nie żaden Bruner :) |
- na palcach obu rąk mogę policzyć momenty, które spowodowały, że się ożywiłem (to rzecz jasna in minus dla meczu; może to tylko moje odczucie; fani tych drużyn na pewno mają inne wrażenia, ale oni komuś przecież kibicowali)
- akcja meczu - złapane podanie przez tego pana na M. - świetna sprawa :)
no i chyba tyle na teraz ;)