Menu

Statua Sportu

od 2007 roku - mój mocno subiektywny blog o sporcie - głównie o tym zza Oceanu

Łapu - capu extra

bartman7

mmqb-colts-fake-punt

6 tygodni sezonu zasadniczego już za nami, siódmy zbliża się wielkimi krokami, a właściwie to już zaczął się w nocy z czwartku na piątek, wygraną Seattle Seahawks nad San Francisco „ktokolwiek uprowadził prawdziwego Colina Kaepernicka proszony jest o niezwłoczny zwrot” 49ers.

Okej powiecie pewnie, facet nie wciskaj nam tu kitu, lepiej napisz gdzie jest wpis o tygodniu numer 5 ? No nie ma, przyznaję się bez bicia (choć to pewnie nie zmieni faktu, że kilka osób i tak nadal będzie miało ochotę mi przywalić) mam strasznie intensywny okres i w życiu zawodowym i prywatnym, a dochodzenie do siebie po powrocie z meczu Polska – Irlandia też nie pomogło i nim się obejrzałem już mieliśmy tydzień numer 6.

Szóstą serię spotkań postanowiłem rozpocząć od pojedynku Pittsburgh Steelers z Arizoną Cardinals. Po pierwsze chciałem zobaczyć czy Mike Vick „nadal to ma”, po drugie byłem ciekawy jak grają rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie Cardinals (jeden z moich czytelników pisał, że szkoda, że nie napiszę nic o Cards) a po trzecie - nie oszukujmy się - najważniejsze:  Patriots grali dopiero o 2 w nocy.

Mecz niestety mnie mocno rozczarował. Obawiam się,  że Mike Vick nie ma już tego czegoś co elektryzowało fanów NFL (nie tylko tych grających w Maddena) na całym świecie, a na pewno nie pokazał tego w meczu z Cardinals. Co gorsza, mam dziwne wrażenie, że niewykluczone jest to, że widzieliśmy Vicka ostatni raz na boiskach NFL. Nie dość, że w jednej z niewielu udanych akcji w tym meczu doznał kontuzji, to na dodatek gość, który wszedł w jego miejsce (zabijcie mnie, ale w życiu o nim nie słyszałem) poprowadził Steelers do zwycięstwa. W sumie niedziwne, że o nim nie słyszałem, bo jak się okazuje, mimo, iż jest już 3 sezon w ekipie z Pittsburgha to był to jego pierwszy w karierze występ w meczu sezonu zasadniczego NFL. Landry Jones, bo tak się nazywa, może spowodować, że jak wyzdrowieje Big Ben (a już jest questionable) to Vick resztę sezonu spędzi w dresie i czapeczce przechadzając się wzdłuż sideline.

Kilka słów o drużynie z Arizony. No niby wszystko OK., niby Carson Palmer gra jak za najlepszych lat, niby Larry Fitzgerald (a propos strasznie żałuję, że nie trafił swego czasu do Pats), który operuje teraz bliżej środka boiska znowu jest trudny do zatrzymania, ale jednak porażka z grającymi bez quarterbacka  Steelers chwały im nie przynosi.  Obie ekipy mają bilans 4-2, który powala ich fanom z dużym optymizmem patrzeć w przyszłość, ale biorąc pod uwagę, że Big Ben w końcu wróci to zdecydowanie lepiej wyglądają w tym momencie Steelers.

Daniem głównym tej serii spotkań był oczywiście „Rewanż za Deflategate”. Patriots przyjechali do Indy. Tak głośnego stadionu Colts nie pamiętają nawet najstarsi Indianie z Indiany. Ileż to koszulek mieli fani Colts z podobizną Brady’ego i wszelkimi odmianami słowa oszust. Ileż to przebitych i niedopompowanych piłek przewinęło się przez trybuny Lucas Oil Stadium.

Wiem, że wynik 34-27 może tego nie odzwierciedla w pełni, ale ten mecz wcale nie był tak zacięty i tak naprawdę aktualnie różnica pomiędzy obiema ekipami jest znacznie większa niż 7 punktów.

Biorąc pod uwagę, że emocje w tym meczu zawdzięczamy praktycznie wyłącznie niespotykanemu INT, które Edelman grający bez jednego palca (Julian złapanie podania na TD przypłacił wykrzywieniem najmniejszego palca pod kątem 90 stopni w miejscu, w którym palec się nie zgina)  podarował Colts, biorąc pod uwagę, że w pierwszej połowie Pats nie korzystali praktycznie w ogóle z Gronka, to choć wiem, że nie jestem bezstronny, ale moim zdaniem oba teamy dzieli więcej niż jeden TD.

No i przechodzimy do „creme de la creme” tego pojedynku. I absolutnie nie jest to moja zemsta za Deflategate. Przy stanie 27-21 dla Pats, na 16 minut do końca meczu, Colts zrobili numer jakiego świat jeszcze nie widział. To, że ja czegoś takiego nigdy nie widziałem, to jest nic, ale że ludzie, którzy oglądają NFL od ponad 30 lat nie pamiętają głupszej zagrywki, że Al Michaels, który komentował mecze futbolu już za prezydentury Abrahama Lincolna, również stwierdził, że w życiu takiego czegoś nie widział… Colts ustawieni w punt formation, nagle wykonali szybką zmianę ustawienia, w wyniku której 9 zawodników zostało ustawionych po jednej stronie boiska, blisko linii, a przy piłce zostało dwóch samotnych bohaterów. Wiele jestem w stanie w życiu zrozumieć, ale w jaki sposób Colts z wide receiverem w roli snapera i safety w roli running backa/quarterbacka chcieli wygrać pojedynek 2 na 2, który w ułamku sekundy przerodził się w 2 na 5 - to nie zrozumiem nigdy. Oczywiście coach Pagano tłumaczył się po meczu, że założenie było takie, że uda się złapać Pats na nielegalnej formacji albo na offside, choć to dość pokrętna teoria, to można by było ją jeszcze kupić po wielkiej przecenie, ale w takim razie po jaką cholerę oni wznawiali grę ??!!

Po tym zagraniu było już po meczu, Patriots mają bilans 5-0, porównania do prawie perfekcyjnych Pats z 2007 roku fruwają na prawo i lewo, Brady jak utrzyma formę i tempo, to może mieć rekordowy sezon w wieku 38 lat. W wieku 38 lat zaczął poruszać się w pocket, kupując dodatkowy czas, jak chyba nigdy dotąd, w każdym razie dawno takiego go nie widziałem.  Wszystko pięknie, nie pozostaje nam fanom drużyny z Foxboro nic innego jak zastanawiać się co się tu może s…. popsuć ?

Szaleje również Cam Newton, który zaliczył w ostatni weekend jeden z najlepszych meczów w karierze. Newton poprowadził Panthers do niezwykle cennego zwycięstwa 27-23 nad Seahawks i to na ich wybitnie trudnym do zdobycia terenie. W 4 kwarcie Carolina przegrywała w Seattle 14-23. Wtedy do akcji wkroczył Newton i poprowadził Panthers do dwóch TD, które dały zwycięstwo jego ekipie. Takie mecze definiują zawodników, oddzielają wybitnych zawodników od bardzo dobrych, mężczyzn od chłopców. Oczywiście Newton póki co wybitnym zawodnikiem nie jest, ale każdym takim meczem będzie wykonywał znaczny krok do osiągnięcia tego miana.

Panthers mają bilans 5-0 i wyrastają na lidera tegorocznego rankingu „Nobody believed in us”. Seahawks po tym meczu mieli 2-4, na ich szczęście mieli idealną okazję do jego poprawienia już w czwartek i mają 3-4.

Bez porażki pozostają również Denver Broncos, choć muszę to przyznać, że Peyton Manning strasznie się postarzał przez tą jedną przerwę w sezonie.  A co dopiero będzie w mroźne, zimowe wieczory w grudniu ? Inna sprawa, że jakoś nie przeszkadza to Broncos w kolekcjonowaniu zwycięstw. Poza tym, chciałem poinformować wszystkich, którzy już postawili krzyżyk na starszym z braci z Manningów, że póki co w tym sezonie sam ma więcej zwycięstw niż Joe Flacco, Drew Brees i Philip Rivers razem wzięci.

Po 6 tygodniach nadal mamy 5 niepokonanych zespołów, nie ma drużyn bez  zwycięstwa, tak proszę Państwa, Jaguars i Raiders już wygrali swoje mecze. Raiders nawet dwa.

New York Jets ewidentnie się zapomnieli i mają bilans 4-1.

Chiefs, Ravens i Lions mają w sumie bilans 3-15 ! Nie powiem, trafiłem z tym meczem w Londynie…

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [osinho] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    muszę na dzień dobry podziękować za wpis o Cardinals i w ogóle za kolejny wpis

    co do Cards w tym sezonie przegrywają te mecze w których popełniają więcej strat niż przeciwnicy i nie radzą sobie w wyrównanych meczach, w których muszą gonić wynik, ich pass rush kolejny sezon nie istnieje dobrze, że chociaż OL działa chyba jak nigdy

    Broncos mają świetną defensywę, czekam na ich mecz z Patriots, mam tylko nadzieję, że nie będzie kolidował z Cardinals

    dwa zwycięstwa mają też już Browns :)

    Lions fartem wygrali z Bears, ale może się tym meczem obudzili

© Statua Sportu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci