Menu

Statua Sportu

od 2007 roku - mój mocno subiektywny blog o sporcie - głównie o tym zza Oceanu

Niepokonani

bartman7

mmqb-jags-bills

To oczywiście nie będzie tekst o piosence Perfectu, ale pisząc go uświadomiłem sobie, że ta niegdyś kultowa dla mnie piosenka, jakoś już nią nie jest. Nie wiem dlaczego, może zachodzi we mnie jakiś dziwny, odwrotny proces i nie podobają mi się piosenki, które właśnie z upływem lat powinny mi się podobać jeszcze bardziej.

Ale skupiając się na NFL, to jeżeli wierzyć amerykańskim statystykom – choć teraz  modne jest powoływanie się akurat na ekspertów z wszystkich innych krajów tylko nie ze Stanów (musicie przyznać, że jeżeli ktoś powołuje się np. na norweskich ekspertów wzbudza większą wiarygodność i zainteresowanie, niż Ci standardowi amerykańscy) – to po raz pierwszy w historii NFL mamy aż 5 zespołów z bilansem 6-0.

Carolina Panthers, Cincinnati Bengals, Denver Broncos, Green Bay Packers i New England Patriots.

O ile 3 ostatnie ekipy raczej nikogo nie dziwią, to dwa pierwsze zespoły zdecydowanie zaskakują.

A tymczasem National Football League nadal kontynuuje akcje promocyjną szeroko pojętego biznesu  turystycznego w Stanach Zjednoczonych i wysyła wszystko co najgorsze do Londynu, w myśl zasady, jeżeli chcesz zobaczyć na żywo prawdziwe drużyny z NFL to musisz odwiedzić nasz piękny kraj. Już nawet hymny na Wembley co raz słabsze.

Oczywiście powiecie, że Buffalo Bills wcale znowu takie słabe nie jest skoro przed wizytą w Londynie miało bilans 3-3. Ale umówmy się nie jest to drużyna  z czołówki NFL, nie ma w niej gwiazd. Poza tym nie dość że przegrali z moimi ulubionymi Jacksonville Jaguars, których na marginesie przed corocznymi wycieczkami do Europy może uratować tylko przeprowadzka całej organizacji do Los Angeles (choć podobno znacznie bliżej zawitania do LA są Chargers), to na dodatek ich quarterback EJ Manuel może poszczycić się nie lada „osiągnięciem”: jest jedynym  rozgrywającym w historii NFL, który przegrał mecz w 3 różnych krajach (USA, Wielka Brytania i Kanada).

Nie uwierzycie mi pewnie, ale poprzedni weekend rozpocząłem od meczu New England Patriots z NY Jets. Jakoś Jets zniknęli mi z radaru i oglądając mecz przecierałem oczy ze zdumienia, jak duży opór ekipa z Nowego Jorku stawiła rozpędzonej maszynie do zwycięstw ze stanu Massachusetts. Jednak bilans 4-1, który Jets mieli przed wizytą na Gillette Stadium absolutnie nie jest przypadkowy i Jets grają naprawdę dobry futbol.  Nie dość, że mają świetnych defensive backów na czele z byłym graczem Patriots Darrellem Revisem, nie dość, że mają bardzo mocny duet wide receiverów Marshall – Decker, to na dodatek ich quarterbackiem jest facet, który skończył tą samą uczelnie, którą skończył Harvey Specter, a której nie skończył Mike Ross… Jeżeli ktoś by przypadkiem nie wiedział to Ryan Fitzpatrick jest absolwentem Harvardu.

Dzięki bardzo dobrzej grze drużyny z Wielkiego Jabłka, Patriots męczyli się dosyć długo, zanim udało im się przełamać opór rywali. Nie pomagały w tym przełamaniu dziurawe ręce wracającego po kontuzji Brandona LaFella, który w pierwszej połowie wypuścił z rąk 4 podania, w sumie w meczu aż 6 i – o dziwo – Juliana Edelmana, któremu chyba jeszcze nie wyprostowali palca po ostatnim meczu, bo również miał niespotykane dla niego problemy z łapaniem podań. Na szczęście dla Pats w świetnej tego dnia dyspozycji był Danny Amendola, który razem z niezawodnym Gronkiem, złapali kilka kluczowych podań od Brady’ego, dzięki czemu drużyna z Foxboro nadal jest niepokonana.

Nie mogłem również odpuścić meczu w mojej ulubionej dywizji, w którym zmierzyli się New York Giants z Dallas Cowboys.  Nie wiem czy niezwykle ważne dla układu sił w dywizji zwycięstwo Giants 27-20 jest zasługą drużyny z Nowego Jorku, czy bardziej jednak chłopaków z Dallas. To był jeden z tych meczów, w trakcie których oglądania masz nieodparte wrażenie, że co by nie wymyśliła jedna drużyna, jak bardzo by się nie starała, żeby tego meczu jednak nie wygrać, to możesz być pewny, że drugi team na to nie pozwoli i na pewno wywinie w decydującym momencie jakiś numer  (albo kilka) i nie wygra tego meczu.

Mistrzem ceremonii został Matt Cassel, który najwyraźniej nie był przykładnym uczniem i nie wyciągnął od Brady’ego tego co np. Aaron Rodgers od Bretta Favre’a. Inna sprawa, że może to Brady nie jest dobrym profesorem, w sumie skoro planuje grać do pięćdziesiątki, to po co ma sobie robić niepotrzebną konkurencje. W każdym razie Cassel zanotował rzadko spotykań serię i na na 5 podań z rzędu aż 3 złapali zawodnicy biegający tego dnia po boisku w innych koszulkach niż on.

Cassel zmarnował rewelacyjny występ Darrena McFaddena, który przebiegł z piłką aż 152 jardy. Trzeba oddać Casselowi, że miał też swoje pięć minut w tym meczu, gdy w dwóch bliźniaczych akcjach z rzędu znalazł podaniami na milimetry, pierwszym Williamsa, a drugim na TD Streeta. I gdy wydawało się, że w końcu Cowboys mają Giants, w pierwszej akcji po TD Cowboys ich były zawodnik, grający niestety tego dnia po przeciwnej stronie barykady -  Dwayne Harris przebiegł z piłką 100 jardów i rozstrzygnął losy tego spotkania. Giants mają bilans 4-3 i są na dobrej drodze do wygrania tej dywizji, z kolei pozbawieni Tony’ego Romo i Deza Bryanta Cowboys przegrali 4 mecz z rzędu i mają mało optymistyczny wynik 2-4.

Miami Dolphins dosyć mocno zabawili się z Houston Texans i pokonali ich 44-26, przy czym należy podkreślić , że do przerwy było 41-0 ! Słownie: czterdzieści jeden do zera ! Dosyć ciekawy mecz zaliczył quarterback zespołu z Miami, Ryan Tannehill, który podawał w sumie na 282 jardy. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że 227 z tych jardów, to były jardy, które jego koledzy przebiegli po złapaniu podań od niego. Średnio jedno podanie Tannehilla pokonał w tym meczuw powietrzu 3,4 jarda. W momencie, w którym Miami prowadziło 28-0 na początku drugiej kwarty, bilans jardów w ofensywie obu drużyn wynosił: Dolphins 275, Texans 0.

Po raz pierwszy w historii mieliśmy ogólnodostępny darmowy live-stream meczu NFL. Oczywiście transmitowany był hit z Londynu, a niełatwej misji przetestowania możliwości swojego sprzętu podjęło się Yahoo. Nie oglądałem, ale podobno nie przerywało.

Po raz pierwszy w tym sezonie Peyton Manning nie wygrał meczu…

Aha, musicie zobaczyć Amariego Coopera z Oakland Raiders, zwłaszcza to co zrobił z defensywą Chargers w jednej akcji.

Już dzisiaj w nocy pierwszy mecz 8 kolejki, a w nim Patriots grają z Miami Dolphins. Chyba nie wstanę w nocy…Chyba…

W niedziele lecę do Londynu, może jak jutro nie będę zbyt długo świętował końca kolejnego tygodnia, to uda mi się napisać jeszcze kilka zdań przed  wylotem na mój drugi mecz NFL na Wembley.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [osinho] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    AC/DC zaczyna być powodem dla którego da się oglądać Raiders

  • czester31

    "Jeżeli ktoś by przypadkiem nie wiedział to Ryan Fitzpatrick z Buffalo Bills jest absolwentem Harvardu."
    Chyba miało być Ryan Fitzpatrick z New York Jets.

    PS1: To prawda że Brady powiedział, że pogra jeszcze z 10 lat ale nie uściślił czy do końca w New England Patriots ;)

    PS2: Z tymi piosenkami mam podobnie...

  • shadowking

    Korekta obywatelska: podania na milimetry, nie minimetry (chyba, że miało być słowotwórczo...)
    pozdrawiam

  • bartman7

    @shadowking @czester31
    dzięki za czujność, wszystko poprawione, proofreader zwolniony.

© Statua Sportu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci