Menu

Statua Sportu

od 2007 roku - mój mocno subiektywny blog o sporcie - głównie o tym zza Oceanu

Mały ten świat

bartman7

IMG_2052

Wróciłem. Pora nadrobić zaległości.

Zaczynam więc do mojej wizyty w Londynie, na swoje usprawiedliwienie ma tylko tyle, że choć od samego meczu minęło już 10 dni, to od mojego powrotu z tej wyprawy upłynęło tych dni zaledwie kilka, ale o tym w dalszej części mojego wpisu.

Ogólnie ten wpis będzie mało futbolowy sensu stricto. Ale tak jak pisałem już wcześniej, jeżeli leci się na Wembley na mecz futbolu i nie mieszka się w kraju, w którym ma się NFL na żywo na co dzień, to naprawdę sama rozgrywka, sam mecz jest tylko jednym z wielu elementów takiej wycieczki. Poza tym, gdy trafi się na taki mecz jak ten Chiefs z Lions to naprawdę trudno zbyt wiele pisać o jego poziomie czysto sportowym. Meczami możemy żyć u nas w Polsce, przeglądać statystyki, „rozkminiać” niuanse taktyczne i rozbierać na części poszczególne zagrania, analizować powtórki.  W domu, na kanapie, przed telewizorem lub laptopem. Na Wembley tego się robić po prostu nie da. W każdym razie ja nie potrafię.

Tak więc jeżeli ktoś spodziewał się specjalistycznej analizy sportowej tego co widziałem w Londynie to będzie na pewno rozczarowany.

Wracając do tytułu mojego wpisu, to świat nam strasznie się skurczył. Choćby dlatego, że 3 razy w roku mamy NFL już tylko ponad 2 godziny lotu od Polski. Gdyby kilkanaście lat temu, gdy zaczynała się moja przygoda z futbolem amerykańskim, ktoś mi powiedział,  że będę kiedyś mógł kilkoma kliknięciami touchpada kupić sobie bilet na NFL i bez problemu polecieć na mecz sezonu regularnego to chyba bym nie uwierzył. Świat jest mały, bo z Londynu nie wróciłem do Polski, ale poleciałem do Madrytu, bo akurat dwa dni po meczu na Wembley, na Santiago Bernabeu w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów zawitał najciekawszy na tym etapie rywal „Królewskich”. Miałem miejsca w ostatnim możliwym rzędzie na stadionie, ale dla mnie każda wizyta na tym legendarnym obiekcie jest niesamowitym przeżyciem samym w sobie, bez względu na to czy siedzę w loży VIP, czy 5 metrów od linii bocznej boiska czy w 456 rzędzie.

IMG_21621

Jakby tego kurczenia się świata było mało, to w Hard Rock Cafe Madrid poznałem barmankę, która okazała się być Polką,  a następnego dnia w tym samym Madrycie spotkałem moją dobrą znajomą, która mieszka 15 kilometrów ode mnie (i nie możemy się spotkać od pół roku) a okazało się, że mamy hotele 500 metrów od siebie. Kończąc już ten nudny wątek podróżniczy, muszę Wam się pochwalić, że przełamałem jedną ze swoich może trochę dziwnych fobii, która polega na strachu przed lataniem ogólnie mówiąc na wschód do naszego kraju (Egipt, Turcja i te klimaty). Moja wycieczka nie skończyła się w Madrycie, z którego poleciałem do Turcji. I żeby moja podróż skończyła się w Stambule to jeszcze pół biedy, ale stamtąd poleciałem do Adany, która jest jakieś 200 kilometrów od granicy z Syrią. Wszystko skończyło się OK., żadnego zagrożenia nie widziałem, odwiedziłem przyjaciela, który akurat w tamtych okolicach kopie sobie piłkę, przełamałem moją fobie i jak będzie okazja to pewnie znowu go odwiedzę. Przy okazji polecam Turkish Airlines.

Ok, już kończę, to znaczy wracam do Londynu. Tak jak Wam pisałem w Londynie w trakcie International Series jedną z najlepszych rzeczy jest to, że wszyscy wyciągają wtedy wszelkie koszulki futbolowe jakie tylko mają  i to mam wrażenie, że bez względu na to czy wybierają się tego dnia na Wembley czy nie. Już o 9 rano w moim hotelu spotkałem Calvina Johnsona, to znaczy kibica Lions w jego koszulce. Po wyjściu z hotelu, zanim jeszcze zdążyłem dojść do Victoria Station od razu wpadłem na fanów w koszulkach Watta, Mosleya i Megatrona i wtedy już byłem pewny, że popełniłem błąd nie biorąc mojej koszulki Brady’ego…

 


IMG_20091

W metrze w drodze na Wembley był już przegląd koszulek z całej ligi, w tym para, w której dziewczyna miała koszulkę Lions a chłopak Chiefs.

IMG_2011

Na Wembley dotarłem 3 godziny przed meczem. Okolice stadionu były już wypełnione kibicami. Już 3 godziny przed meczem kolejka po piwo wynosiła kilkanaście minut. Ale zanim napiłem się Buda, musiałem jeszcze sprzedać mój bilet, który mi został. Kazimierz Greń nie byłby ze mnie dumny. Straciłem półtorej godziny chłonięcia przedmeczowej atmosfery bawiąc się w konika i najwyższą ofertą jaką dostałem i to od pozostałych koników było 10 funtów. Prawie nie było osób chętnych na bilety, jeden z koników - po półtorej godziny robienia z siebie idioty byłem już praktycznie jednym z nich – powiedział mi, że to najgorszy dla nich mecz NFL  ever, nigdy nie zostało im tyle biletów. Powiedziałem im, że za 10 funtów to wolę go sobie powiesić na lodówce i poszedłem na piwo (drugi bilet dałem po powrocie koledze, który zbiera – z meczu NFL jeszcze nie ma). Wypiłem jedno i poszedłem na trybuny, gdzie już w najlepsze trwało podgrzewania atmosfery przed meczem. Wystąpili nawet Madness i ośpiewali z całym  Wembley swoje nieśmiertelne „Our house in the middle of the street”.  Potem był fantastyczny hołd oddany żołnierzom, którzy odnieśli rany  trakcie działań wojennych – otrzymali niesamowitą owację na stojąco od całego Wembley, owację jakiej nikt tego dnia na Wembley już nie dostał.

Później były oczywiście hymmy, amerykański bez rewelacji, ale już na God Save the Queen, tradycyjnie miałem ciary, może nie takie jak 16 lat temu na starym Wembley, ale ten hymn śpiewany przez Anglików wzbudza u mnie niezmiennie ogromne emocje.

No a potem był już tylko mecz. Detroit Lions nie dojechali. Emocje skończyły się zanim tak naprawdę zdążyły się zacząć. Do przerwy było już 24-3 i co gorsza gra Lions nie dawała nadziei, że są w stanie zagrozić tego dnia ekipie Chiefs. Po 3 kwartach 31-3 i było po meczu. Zawiedli moje oczekiwania dwaj zawodnicy, po których spodziewałem się najwięcej czyli Calvin Johnson i Matt Stafford, którzy zaliczyli bardzo słabe zawody. Zaskoczył mnie na plus QB Chiefs Alex Smith, który przebiegł zaliczył jeden biegowy TD i przebiegł w tym meczu w sumie 78 jardów. Bardzo dobrze grała też defensywa, która wybiła na Wembley Staffordowi futbol  z głowy. 6 sacków i 2 INT. Mecz zakończył się wynikiem 45-10, który niestety odzwierciedla przebieg spotkania, a także poziom emocji  czysto sportowych jakich byłem świadkiem na Wembley.

Na zakończenie chciałem Wam tylko przekazać, że każdy fan NFL powinien przynajmniej raz odwiedzić Londyn w trakcie International Series. To naprawdę nie jest trudne do zrealizowania, najtańsze bilety na mecz można już kupić za 36 funtów (miejsce tak naprawdę jest bez znaczenia , wiadomo, że z miejsc przy linii środkowej za 150 funtów widać lepiej, ale nawet stamtąd nie zobaczycie czy był holding), tanie linie lotnicze do Londynu to oczywiście wiadomo im wcześniej tym taniej, noclegi też bez problemu można znaleźć w niższych cenach niż w Warszawie – a wrażenia, nawet dla osoby, która nie jest fanem NFL niezapomniane. Poza tym, mimo, że na razie się nie zanosi na to, żeby coś się miało zmienić, ale nie wiadomo jak długo jeszcze będziemy mieli NFL na wyciągnięcie ręki. Po Goodellu można się wszystkiego spodziewać.   

< Liga quarterbacków

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [nflblog] *.dynamic.chello.pl

    Liczę, że w przyszłym roku wreszcie liga zaproponuje nam coś atrakcyjniejszego sportowo (jest też szansa, że wreszcie Jaguars będą coś grali) i wtedy na pewno chętnie pojadę. Kontrak na International Series został właśnie przedłużony o 10 lat, choć od 2018 r. mają grać na nowym stadionie Tottenhamu.

  • foxboro

    Powiem więcej. Oprócz przedłużenia umowy z Wembley do 2020 roku (minimum 2 mecze w sezonie), podpisania umowy z Totenhamem na minimum 2 mecze w sezonie w latach 2018-2027, jest jeszcze podpisana 3 listopada umowa z angielską federacją Rugby na rozgrywanie min 3 (z opcją rozszerzenia od 5) meczów w latach 2016-2018 na stadionie Twickenham.

    A skoro jesteśmy przy tematach okołofutbolowych. Już niedługo powinniśmy poznać gwiazdę tegorocznego Halftime show. Jak zwykle przez media przewija się giełda nazwisk i zespołów. Co ciekawe bardzo duże szanse daje się Bruno Marsowi, co akurat dla mnie jest bzdurą bo był on już gwiazdą 2 lata temu. Mnie niezmiernie cieszą wysokie notowania Metallicy. Fani od lat dopominają się by zespół zagrał w przerwie Superbowl, co roku organizowane są akcje poparcia na fb itp. Za kandydaturą Metallicy przemawia również fakt że Superbowl 50 odbędzie się w San Francisco, rodzinnych stronach zespołu. Sam zespół nie stroni od udziału w tego typu wydarzeniach (wykonania hymnu na meczach GS Warriors, kilkukrotnie SJ Sharks czy coroczne Metallica day na stadionie SF Giants). Dodatkowo sami podgrzali atmosferę, ogłaszając w zeszłym tygodniu udział w koncercie, ogranizowanym przez CBS na stadionie AT&T Park w przeddzień Superbowl. Bilety zostały wyprzedane w 28 minut .....

© Statua Sportu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci