Menu

Statua Sportu

od 2007 roku - mój mocno subiektywny blog o sporcie - głównie o tym zza Oceanu

Liga quarterbacków

bartman7

rodgerstakeindex

Skoro Bill Simmons po 21 miesiącach olewania milionów czytelników jego kultowego Mailbaga, przełamał się w końcu i postanowił coś napisać, to pomyślałem, że ja też mogę w końcu obudzić się z 14 – miesięcznego letargu. Tym bardziej, że mam tylko kilku czytelników (których oczywiście po raz kolejny przepraszam, że nic nie pisałem), a nie miliony.

Oczywiście naszą ulubioną ligę na świecie oglądałem regularnie, 200 dolarów rocznie na NFL Game Pass już na stałe wpisało się do mojego napiętego do granic możliwości budżetu – na szczęście mam 100% głosów, więc nie było problemów z jego uchwaleniem.

Co ciekawe wracam do pisania, po najgorszych Wild Card jakie kiedykolwiek miałem okazję oglądać. Dziwne, ale nie jest to jedyna rzecz, która mnie zaskakuje w moim życiu więc pewnie tak musiało być.

A Wild Cards w tym roku były okrutnie słabe. Pierwszy raz zdarzyło się, żebym zasnął na jakimś meczu na tym etapie rozgrywek. Nie dość, że zasnąłem w okolicach połowy „pasjonującego” pojedynku Steelers z Dolphins, to na dodatek ten mecz uśpił mnie tak mocno, że obudziłem się dopiero po zakończeniu jedynego meczu, który prezentował poziom i zapewnił nam jakiekolwiek emocje w ostatni weekend. Ale po kolei…

Żal mi fanów Raiders, którzy zaliczyli najlepszy sezon od czasów, gdy prezydentem Stanów Zjednoczonych USA był chyba Ronald Reagan. Przez wszystkie ostania lata fani Raiders byli poddawani nieustannym torturom przez swoją ukochaną drużynę. Nie wiem jak dzisiaj, ale gdy kilkanaście lat temu zaczynałem moją przygodę z NFL to właśnie Raiders mieli najwięcej fanów w naszym kraju. Może wynikało to z faktu, że grał tam Sebastian Janikowski (na zasadzie Borussii Dortmund), a może tego, że fani Raiders byli najbardziej charakterystycznymi i przy okazji niesfornymi kibicami, chyba nie tylko w NFL, ale i w całych Stanach.

W każdym razie gdy wydawało się, że po tylu latach w końcu to może być rok Raiders, byli nawet typowani jako rywale Patriots w AFC Championship Game, kontuzji doznał ich quarterback Derek Carr. No i po sezonie. I tutaj wracamy do tytułu niniejszego wpisu.

Tak to jest liga quarterbacków. Wiem, że "defense wins championships" i widziałem jak najsłabszy Peyton Maninng w historii wygrał Super Bowl tylko dzięki niesamowitej defensywie Broncos. Tak na marginesie to nigdy nie przypuszczałem, że jakaś drużyna wygra mistrzostwo pomimo tego, że mieli Manninga, ale w tym przypadku tak właśnie było. Tak czy inaczej w Wild Card wygrywają QB nie defensywy.

Trzy drużyny wystartowały w Wild Card bez quarterbacka: Oakland, Houston (mam tylko nadzieje, że jako fan Patriots nie będę dzisiaj w nocy żałował tego, że Brock Osweiler nie jest dla mnie quarterbackiem) i Dolphins.

Houston wygrali dzięki temu, że dla zawodnika, którego Raiders postanowili w ten dzień postawić za centrem, nawet osłabiona brakiem JJ Watta obrona do była zapora nie do przejścia. Wystarczył jeden Jadeveon „skąd oni biorą te imiona” Clowney i było po meczu. Gdyby był Derek Carr, to pewnie pisałbym teraz, że Raiders wygrali bo mieli quarterbacka, a Texans nie.

Do wyżej wymienionych 3 drużyn, które grały bez QB spokojnie można dopisać Detroit Lions. Matthew Stafford jest oczywiście quarterbackiem, który może poprowadzić drużynę do zwycięstw w post season (choć akurat do dzisiaj nie poprowadził), ale musi mieć wszystkie palce. Bez jednego palca i to w ręce, którą rzuca – wszyscy widzieliśmy ile traci na wartości.

Seahawks mieli Russella Wilsona, który w playoffach czuje się jak ryba w wodzie i tym samym kibice Detroit Lions, którzy czekają już 25 lat na wygraną w post season muszą czekać dalej.

W kolejnym „meczu”, w tym, na którym haniebnie zasnąłem, nawet jeżeli Dolphins mieli quarterbacka (choć pozostanę przy stanowisku, że od samego początku wybiegli na boisko bez), to Bud Dupree ze Steelers jedną akcją, której dzięki coraz bardziej zmieniających się przepisach na korzyść rozgrywających praktycznie już nie oglądamy na boiskach NFL – wybił Moorowi jakikolwiek futbol tego dnia z głowy. Wybił dosłownie i ta przyjemność kosztowała go 18 tysięcy dolarów kary nałożonej przez NFL. Niechybnie zbliżamy się do czasów, w których nie będzie można nawet brzydko spojrzeć na quarterbacka, nie mówiąc już o jakimkolwiek dotknięciu go – i to też powoduje, że to jest liga quarterbacków.

I tym sposobem dotarliśmy do meczu, który uratował jakikolwiek poziom tych Wild Cards. Meczu, który dzięki uprzejmości zwłaszcza Dolphins oglądałem na drugi dzień z odtworzenia.

Po 3 wcześniejszych „widowiskach” mecz na Lambeau Field pomiędzy New York Giants a Green Bay Packers  wyglądał jak mecz roku.

Giants zaczęli dobrze, na tyle, że po początkowych minutach meczu, zaczynałem już z przerażeniem, oczami wyobraźni widzieć co z moimi Patriots w Super Bowl zrobi Eli Manning i świetnie wyglądająca na początku obrona Giants.

Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że jeden z najlepszych wide receiverów w lidze Odell Beckham Jr za bardzo jednak nudził się w tygodniu przed meczem z Packers i potwierdził, że ma jednak dokładnie wszystkie cechy charakterystyczne dla wide receiverów, którzy są nie bez kozery nazywani „Divas”. Otóż OBJ kilka dni przed meczem zabrał kumpli ze swojej formacji na szybki wypad do Miami. Do Miami, w którym temperatura była o jakieś 50 stopni wyższa niż na Lambeau Field kilka dni później.

Niestety, tak to już w sporcie jest, że jeżeli Giants wygraliby z Packers nikt by nie pamiętał o tym co i gdzie chłopaki robili w tygodniu przed meczem. Ale nie wygrali, na dodatek OBJ miał wyjątkowo dziurawe ręce, załapał tylko 4 podania na 28 jardów. Media i kibice oczywiście już znaleźli winnego i w sumie nie można się im dziwić, bo czy będąc zawodnikiem NFL, którego stać na to żeby latać do Miami właściwie przez 365 dni  roku codziennie tam i z powrotem naprawdę trzeba lecieć w tygodniu przed najważniejszym w tym momencie meczem sezonu ?

Oczywiście Packers wygrali dzięki niesamowitemu Aaronowi Rodgersowi, który rozegrał kolejny rewelacyjny mecz w playoffs, Rodgersowi, który był głównym architektem niesamowitej metamorfozy jaką przeszli Packs od początku sezonu, ale gdyby wide receivers Giants przylecieli jednak na Lambeau, a nie zostali (myślami) w Miami, to kto wie jakby się potoczyły losy tego spotkania.

W każdym razie ten mecz wynagrodził nam na pewno poprzednie trzy mecze w Wild Cards. W końcu były jakiejkolwiek emocje, była ostra twarda gra, były niestety też kontuzje, no i co najważniejsze obie drużyny miały quarterbacka…

Już dzisiaj kolejne emocje, miejmy nadzieje, że poziom będzie zdecydowanie wyższy niż przed tygodniem, a ja mam nadzieje, że nie pożałuje moich powyższych słów o Brocku Osweilerze.

Moje typy na Divisional Playoffs:  Seahawks, Patriots, Steelers, Cowboys. 

 

 

 

Mały ten świat >

< Wielka Czwórka

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [marianch] *.dynamic.mm.pl

    Welcome Back :)

  • Gość: [Foxboro] *.centertel.pl

    Oj Bartman, Bartman ... który to już raz pisze ze myślałem ze umarłeś ale cieszę się ze coś napisałeś :). I ze mam nadzieje ze wracasz na stałe :) ?
    Pisz chłopie bo bez twoich felietonów, oglądanie tej ligi to nie to samo.
    Co sądzisz o kolejnej kontuzji Gronka ? Jak oceniasz bohaterów tegorocznego draftu? Czy myślisz ze w LA znajdzie się zainteresowanie dla 2 drużyn w tak krótkim odstępie czasu ?

    Moje typy: Pats (choć patrząc historycznie na takie łatwe mecze w playoff, to się boje o wynik ;) ), Seahawks, Chiefs i oby Packers

    A przy okazji - czy ktoś oglądał końcówkę meczu Clemson - Alabama ? To się nazywa football "na tak" ;)

  • Gość: [pk] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Fajnie, że wróciłeś. Co prawda w związku z Twoją nieobecnością znalazłem innego bloga. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby teraz czytać dwa :-)

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dobrze, że są tacy blogerzy jak ty bo od tego natłoku bezsensownych informacji w Internecie już mi się żygać chce. Że o Wiadomościach w telewizji nie wspomne :)

© Statua Sportu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci