Menu

Statua Sportu

od 2007 roku - mój mocno subiektywny blog o sporcie - głównie o tym zza Oceanu

Wielka Czwórka

bartman7

16114587_10154732133676263_6443607620970535788_n

Po kiepskich meczach w Wild Cards, w Divisional Playoffs nie mogliśmy już narzekać na brak emocji.

Po ostatnim weekendzie, na placu boju, w pogoni za „super miską” pozostały już tylko 4 ekipy i 4 wielkich quartebracków. Tak, nadal twierdzę, że to jest liga quarterbacków i jeżeli spojrzymy na rozgrywających, którzy nie udali się już na wakacje i nie będą oglądali pozostałych 3 meczów tego sezonu z kanapy, to trudno się z tym nie zgodzić.

Zaczęło się od Atlanty. To mógł być ostatni w historii mecz Falcons w Georgia Dome, która była ich domem przez 25 lat.

Było słychać, widać i czuć, że kibice godnie chcą pożegnać się z tym obiektem. W zamian za to Falcons niesieni dopingiem swoich fanów zafundowali im jeszcze jedną okazję do pożegnania.

Matt Ryan, który jest chyba głównym kandydatem do tytułu MVP tego sezonu, nie zawiódł i poprowadził team z Atlanty do upragnionego zwycięstwa i do finału konferencji.

Nie wiadomo jednak jak potoczyłby się ten mecz, gdyby sędziowie nie dopatrzyli się przewinienia Seahawks w trakcie niesamowitego returnu Devina Hestera. Tak, tego Hestera. Mniej więcej w połowie jego 80 jardowe punt returnu pomyślałem sobie, że ten kto w ekipie Seahawks wpadła na pomysł, żeby zakontraktować go „out of nowhere” na playoffs był geniuszem (Hester przebiegł z piłką w tym meczu w sumie 194 jardy). Niestety jak to nie tylko w sporcie  ale i też w życiu często decydują centymetry, sekundy. Boom i coś co mogło potoczyć się zupełnie inaczej, idzie w zupełnie innym kierunku.” Game of inches”, pamiętacie ?

Holding Kevina Pierre – Louisa - teraz zauważyłem, że facet ma 3 imiona – był przełomowym moim zdaniem momentem dla losów tego spotkania. Seahawks nie podnieśli się już po tej akcji do końca meczu.

Matt Ryan, jako jedyny z wielkiej czwórki, nie grał jeszcze w Super Bowl. Pozostała mu już tylko jedna przeszkoda do pokonania.

Niestety dla niego i fanów Falcons, przeszkodą tą jest znajdujący się w niesamowitym gazie Aaron Rodgers.

Po słabym początku sezonu i Rodgersa  i jego Packers, rozgrywający Packs gra tak, że znowu powracają porównania Rodgersa do Michaela Jordana. Oczywiście jako fanatyczny członek kościoła MJ’a nie zgadzam się z tym porównaniem, nie zgadzam się na porównanie z Jordanem żadnego sportowca, no może z wyjątkiem Wayne'a Gretzky'ego, ale przyznać trzeba, że ostatnio QB Packers potrafi wygrywać praktycznie w pojedynkę i gdy wydaje się, że tym razem już w jego kapeluszu nie ma żadnego królika, a  w rękawie żadnego asa, Rodgers jakimś cudem znajduje wolnego kolegę z drużyny i trafią go piłką.

W mecz z Cowboys, którzy byli faworytem tego spotkania, wyszło jednak ogromne doświadczenie Rodgersa, które w porównaniu z kompletnym brakiem doświadczenia jego vis-a-vis po stronie Cowboys miało duże znaczenie w końcowym rozstrzygnięciu. Dak Prescott w początkowej fazie meczu wyglądał na tyle niepewnie, że pojawiły się komentarze domagające się wpuszczenia Tony’ego Romo. To również brak doświadczenia Prescotta, choć w sumie decyzja o spike’u pewnie była konsultowana/ustalona z koordynatorem ofensywy, spowodowała, że Cowboys zostawili Rodgersowi wystarczająco dużo czasu, żeby ten doprowadził piłkę, w miejsce z którego Crosby dokopie do bramki usadowionej w endzone.

Rodgers po niesamowitej akcji, przy 3rd & 20, na 12 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry, fenomenalnym podaniem znalazł Jareda Cooka, który w tylko sobie wiadomy sposób zmieścił się w boisku. Mason Crosby z 51 jardów dokończył dzieła i to Packers jadą do Atlanty popsuć kibicom pożegnanie z Georgia Dome, a Mattowi Ryanowi ukraść marzenia o Super Bowl.

W AFC, niespodziewanie emocje mieliśmy również w pojedynku moich Pats z Texans.

Bohaterem spotkania został Dion Lewis, który jako pierwszy zawodnik w erze Super Bowl zaliczył w jednym meczu przyłożenia po podaniu, po akcji biegowej i po powrocie po kick offie.

Nie był to jednak dobry mecz Patriots. Można powiedzieć, że momentami Pats grali fatalnie i tylko temu, że Texans nie mieli kim straszyć w ofensywie, albo mieli zbyt mało zawodników, którzy mogliby coś zdziałać w ofensywie, drużyna z Texasu nie potrafiła wykorzystać słabszego dnia ekipy z Foxboro.

Tom Brady, który przez cały sezon regularny (skrócony przez pana Goodella o 4 mecze, który pewnie nie uwierzycie, ale na finał konferencji wybiera się jednak do Atlanty) miał tylko 2 INT, w spotkaniu z Texans zaliczył 2 celne podania do zawodników w innych koszulkach niż jego koledzy z drużyny.

W pierwszej kwarcie po głupim faulu Erica Rowe, po którym nagle Texans zaczęło wychodzić prawie wszystko, byłem pełen obaw, że to jest właśnie taki sam moment jak ten noc wcześniej faul przy powrocie Hestera. Podobne odczucia miał najwyraźniej Bill Belichick, który przekazał Ericowi Rowe kilka ciepłych słów przy linii bocznej.

Na szczęście dla mnie i wszystkich pozostałych fanów Patriots, Texans mieli za mało atutów w ataku, żeby ograć defensywę Pats i sprawić niespodziankę.

Pocieszające jest to, że duet BB & TB praktycznie nie zalicza dwóch tak słabych meczów z rzędu, mniej pocieszające jest to, że na Gillette Stadium przyjeżdża Big Ben, LeVeon Bell i Antonio Brown.

Najlepszy WR w lidze, najlepszy RB w lidze plus facet, który w playoffs czuje się jak ryba w wodzie.

O dziwo wszystkie punkty w wygranym przez Pittsburgh Steelers pojedynku z Kansas City Chiefs zdobył kicker, Chris Boswell, który wyręczył swoje gwiazdy z formacji ofensywnej.

6 field goali i Steelers wygrywają 18-16.

Na dzień dzisiejszy nie mam pomysłu jak defensywa Pats zatrzyma 3 wyżej wymienionych panów, na szczęście nie ja jestem za to odpowiedzialny, tylko sztab ludzi, który pewnie już coś wymyślił.

Najniebezpieczniejszy będzie chyba Bell, który nie dość, że świetnie biega z piłką, w rzadko oglądanym stylu, jakby w zwolnionym tempie, jakby wykupił jakiś dodatkowy bonus, który powoduje, że czas biegnie wolniej, gdy on ma piłkę, to na dodatek jeszcze świetnie biega bez piłki i łapie podania.

Gorącą atmosferę, jak zwykle podczas meczów tych drużyn, tym bardziej na takim etapie rozgrywek, postanowił podgrzać jeszcze Antonio Brown, który opublikował w sieci pomeczową celebrację wygranej przez Steelers, w trakcie której wypowiedziane zostało parę uprzejmości w kierunku Pats.

Pomimo tego, że Bill Belichick z uparciem maniaka twierdzi, że nie interesują go żadne Instachaty  i SnapFace’y, to jestem pewien, że słowa Mike’a Tomlina puszczone w świat przez Browna były w tym tygodniu odtwarzane do znudzenia w szatni Patriots.

Mamy 4 wielkich QB, emocji nie powinno zabraknąć, pozostaje nam tylko kilka godzin oczekiwania.

Tydzień temu trafiłem 2 z 4, ale nie mam zamiaru się załamywać, dzisiaj mam 2P, Packers i Patriots.  

 

Liga quarterbacków >

< GOAT

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • beardedinkedandawesome

    Bez względu na wynik ATL - GBP, Falconsom należy sie szacun za ten sezon ;)

  • Gość: [Foxboro] *.dynamic.chello.pl

    Również sobie życzę superbowl Packers - Pats. Pozdrowienia

  • Gość: [Guiscard] 178.23.110.*

    Bartman7

    Hello :)

    Jak fb pokazał powiadomienie o wpisie .....to aż nie wierzyłem
    Mam nadzieje ze znajdziesz czas na pisanie
    Pozdr
    Ps...jednak Atlanta...

  • beardedinkedandawesome

    No, to Rodgers nie dał rady ;)

© Statua Sportu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci